iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Zaczarowane serducho

Niewiarygodne, że do tej pory nie założyłam kategorii BIŻUTERIA.

Dziś mnie natchnął nowy zakup, więc takowa już jest.

Kupiłam zis piękne, srebrne serduszko z granatem - srebro jest oksydowane, więc wisior wygląda na stary - uwielbiam takie rzeczy.

Biżuteria to zboczenie zawodowe - o ile mogę tak napisać.

Ciocia ma dwa sklepy z biżu, mama w jednym pracuje, ja natomiast wkraczam, gdy nie ma kto iść do pracy - czy z lenistwa, czy innych przyczyn.

Dziś tez właśnie byłam w jednym, przeglądam biżuterię, a tam ONO.

Serce, bez którego nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia.

Do tej pory nie przepadałam za sercami, ale te pokochałam.

Często mi co wpada w tak w oko - dobrze że mam zniżki, bo inaczej byłabym bankrutem :)


Z łosników leci: Q-Bass - Otwórz oczy
Komentarze (3)
Wałek do ciasta

 

48 lat.
Tyle właśnie ma wałek do ciasta mojej babci.
Dziadek zrobił go jej zaraz po ich ślubie.
Dziadek niestety zmarł, ale jego wałek trwa.
I ja tym wałkiem pierwszy raz w życiu robiłam pierogi.
Tak, tak.
Ja kompletne kuchenne beztalencie robiłam pierogi u babci.
Siedzę z babcią już od kilku dni, bo rodzinka z którą babcia mieszka na co dzień wyjechała, a ktoś musi babci towarzystwa dotrzymać.
Zresztą ja to nawet lubię.
Dziś na przykład babcia opowiadał mi jak się poznała z dziadkiem i jak się im żyło.
Wysłuchałam też ciekawych opowieści o moim tacie ;)
Warto rozmawiać i słuchać starszych osób, bo to od nich można dowiedzieć się najwięcej.
 
Z głośników leci: Ilona Węgrowska – Zatem przepraszam
 
Komentarze (4)
e-booki kontra ksiązki

Niby niewielka różnica.

Treści te same.
Przesłanie to samo.
Objętościowo podobne.
Różnica cen niezbyt duża – ostatni e-book, który kupiłam był 10 zł tańszy, od ksiązki tradycyjnej.
Ja jednak chyba jestem w tych sprawach staroświecka.
Zadecydowanie wolę książki drukowane.
Dlaczego?
  1. Zapach – niestety e-booki nie posiadają zapachu, a nie ma piękniejszego zapachu od zapachu nowych i starych książek.
  2. Zużycie – mam na półce kilka książek, które tak chętnie były pożyczane, że wyglądają jakby przetrwały huragan.
  3. Dotyk – czytając e-booka, nie można dotknąć kartek, nie można wyczuć faktury papieru który może być tak różny.
  4. Czas – zapewne za kilkanaście lat przeczytanie e-booka będzie niemożliwe, ze względu na rozwijająca się technikę, książkę tradycyjną zawsze można wziąć z półki.
  5. Dusza – moim zdaniem każda książka posiada duszę, posiada cząstki każdego kto ją czytał, niestety e-booki nie mają takiej opcji.
Kupiłam ostatnio dwa e-booki, ale zmotywowało mnie to tylko do tego, żeby kupić książki drukowane. Tak więc, kupno e-book było kasą wyrzuconą w błoto, za którą mogłam kupić zwykłą książkę.
Dopóki więc będą drukować ksiązki, dopóty ja będę je kupowała.
 
Z głośników leci – Lady Pank Sztuka latania
Komentarze (7)
Wypadek brzydala na skuterze
Mój brat wczoraj miał wypadek. Jechał skuterem i zderzył się z samochodem. Rzecz miała miejsce na skrzyżowaniu. Jechał jakieś 30km/h, więc wcale nie tak szybko. Samochód miał pierwszeństwo, więc brat zaczął hamować, ale cos się zacięło, gaz nie chciał puścić, więc hamowanie na niewiele się zdało. Na dodatek na jezdni rozsypany był piach i kamienie co spowodował poślizg.
  • Brat stuknął samochód w koło, wyleciał ze skutera, walnął w przednią szybę, przekoziołkował przez samochód i walnął głową w krawężnik. Skuter dodatkowo wbił się w bok auta i wpadł pod nie. Samochód ciągnął skuter jeszcze jakiś czas.

    Skuter nie ucierpiał tak bardzo. Samochód podobno wyglądał okropnie.

    Brata wzięli do szpitala, obejrzeli i wypuścili!

    Wypuścili 16-latka w szoku i kazali  mu iść do domu!

    Nie zaczekali na rodziców - nic.

    Jak można, obolałe dziecko w szoku puścić samo do domu.

    Żadnego prześwietlenia - nic.

    Dobrze, że pod szpital zajechali jego koledzy (podobno dzwonił do jednego, ale nie pamięta - pamięta tylko, że dzwonił do mamy) i zabrali go.

    On nie miał pojęcia co się dzieje i gdzie ma iść, a szpital jest przy głównej drodze!

    Koledzy zawieźli go na miejsce wypadku (musieli go nieźle przekonywać, żeby wsiadł na jeden z ich skuterów jako pasażer) i zaczęli zbierać skorupy po skuterze.

    Tata był już na miejscu, natomiast mama poszła do szpitala, żeby dowiedzieć się, że brata już wypuścili.

    olicja w tym samym czasie sprawdzała trzeźwość braciszka.

    Dopiero w domu, zaczął powoli przypominać sobie co i jak, ale i tak nie pamięta zbyt dużo.

    Teraz leży cały obolały i stęka.

    Rodzice byli szczęśliwi, ze nie kupili mu jakiegoś chińskiego badziewia, tylko dobry skuter, bo mogłoby się wszystko potoczyć inaczej.


    Ja jednak nie mogę zrozumieć jednego.

    Jak szpital mógł go puścić samego do domu?

    Przecież mógł mieć wstrząs mózgu, w końcu dwa razy przywalił głową.

     

Komentarze (4)
Owadzie potwory!!!!!!
Z głośników leci: niewiele mam blue cafe
  •  
  • Tak potwory, bo inaczej nie można nazwać setek małych owadów atakujących wszystkich od kilku lat nad morzem.

    Na początku były mrówki, które krążyły po całym namiocie wchodząc do pasztetów i zjadając pomidory.

    Następnie były komary, które niczym wampiry czając się cały dzień w sypialniach namiotów, w nocy atakowały i opróżniały człowieka jednym pociągnięciem.

    Kolejne były osy (ewentualnie pszczoły - sorry ale nie rozpoznaje ich po bzyczeniu), które siadały na człowieka w trakcie ruchu i w najmniej oczekiwanym momencie…. Cap, cap, capyle="">  i łydka (w moim przypadku) do wymiany.

    W tym roku podobno biedronki (mi się na szczęcie udało wypocząć nad morzem bez ich towarzystwa) siadają na człowiekach wszędzie. Dosłownie wszędzie nawet na twarzach i gryzą, gryzą, gryzą, aż nadgryzą.

     

Komentarze (1)
Zapach mamy.

Z głośników leci - biały miś :)

 

Nie zapach bzu, który przecież tak uwielbiam.

  • Nie zapach moich ulubionych i tak drogich perfum, że używam ich bardzo rzadko.

    Nie zapach rosy o poranku, który budzi mnie do życia po całonocnym ognisku.

    Nie zapach potraw, które uwielbiam.

    Nie zapach moich ulubionych kadzidełek.

    Nie zapach nowych książek.

    Nie zapach zbutwiałych liści jesienią.

    Nie zapach jabłek, które rosną w sadzie babci.

    Nie zapach morza, nad które co roku tak chętnie powracam.

    Nie zapach tych kilku minut po ulewie.

    Ale zapach mojej mamy, jest tym najpiękniejszym, który będę pamiętała do końca mojego życia.

    Zapach, którym przypominam ją sobie kiedy jest daleko wtulając się w jej poduszkę.

    Zapach towarzyszący mi od narodzin, do końca moich dni…

     

Komentarze (2)
Gdzie ci mężczyźni?

Gdzie czy mężczyźni, prawdziwy tacy…?

  • No właśnie gdzie ci mężczyźni, rzucający swe odzienie gdy na drodze damy znajduje się kałuża, ewentualnie z braku odzienia rzucający się gołym, umięśnionym torsem, żebym mogła przejść po nich w moich niebotycznie wysokich szpilkach?

    Gdzie ci mężczyźni gotowi oddać własne życie za honor dam?

    Gdzie ci mężczyźni umiejący zrobić w domu wszystko?

    Gdzie ci mężczyźni co zabijają pająki?

    Gdzie ci mężczyźni cali w smarze?

    Gdzie ci mężczyźni szarmanccy tacy?

    No gdzie?

    No nie wiem?

    Wyginęli?

    Zaszyli się w ciemnych lasach?

    Chyba tak.

    Bo wokoło widzę tylko nażelowanych i solaryzowanych, pakierków, wożących się i suszących pachy.

    No ale, gdzie te kobiety, prawdziwe takie…?

     

Komentarze (9)
Skrót
Pierwszej nocy było strasznie zimno, a brat zabierał mi mój śpiwór, jakby mu jego nie starczało.

  • Wracaliśmy w nocy przez las z bratem bez latarki, za nami coś warczało, a przechodząc obok cmentarza na drogę wyskoczył nam wielki biały pies, popatrzył się na nas i zniknął…


    Rano wyjechaliśmy do Gdańska na rynek Św. Dominika, niestety poza antykami wszędzie była chińska tandeta. Znalazłam jedno stoisko, gdzie facecik sam robił orientalne rzeczy i kupiłam notes z czerpanego papieru.


    Tata zmusza nas do jedzenia ryb, niezbyt miałam na nie ochotę, ale powiedział że od tego jest się piękniejszym. Od dziś jem rybki.


    Wracałam z zakupowego szaleństwa, co w moim przypadku oznacza kupowanie książek w białych namiotach. Książki są tam tańsze nawet o 70%, co dla mnie książkowej zakupoholiczki stanowi nieodpartą pokusę kupowania.

    Ale do rzeczy.

    Wracam przez las, a z naprzeciwka idzie chłopak i wraz z nim dwie dziewczyny. Widać że nie znają się za dobrze bo niby idą w jednym rzędzie, ale pomiędzy nim a dziewczynami jest duża odległość. Przechodzę i słyszę:- No, że się tak wyrażę, a który rok produkcji jesteście?

    Miny tych dziewczyn bezcenne.


    Piasek na plaży jest okropny, nienawidzę tego ścierwa.

    Jednak idąc po plaży jestem zmuszona zdejmować japonki bo i tak zostają w piasku.

    Co ja wtedy przechodzę…

    Chrzęści, obciera, wchodzi między palce, aż mi się zęby ruszają brrrr…


    Na plaży nadepnęłam na niedogaszonego peta - boli jak diabli, ale co mnie nie zabije to wzmocni.

    Skoro jest zakaz wprowadzania psów na plaże, to powinien być także zakaz palenia(a może jest????) Zresztą i tak by to nic nie dało, ja na przykład na plaże wchodzę z psem.yle="">  I tylko dziś jakiś babsko powiedziało, że nie można wprowadzać psów.


    Goła cipa na wejściu.

    To właśnie zobaczyłam wchodząc do toalety.

    W toaletach naprzeciwko drzwi jest miejsce do mycia stóp.

    Dziś jakaś rozebrana czterdziestka myła w nim swoją cipę, a drzwi były otwarte i każdy kto przechodził mógł podziwiać jej walory.

    Może żal jej było tych 2zł na prysznic, nie wiem nie wnikałam, poszłam do drugiej toalety.


    Dziś byliśmy na pizzy, wybraliśmy lokal, który reklamował się że ma największą pizzę w mieście. Poszliśmy zamówiliśmy 42cm pizze, dwa piwa i dwa soki porzeczkowe, zapłaciliśmy 54zł i usiedliśmy przy stoliku. Pizza miała być pół na pół Margherita i Hawajska.

    Przynieśli nam pizze grubości papieru toaletowego. Połowa hawajska miała po jednej cząstce ananasa wielkości 2x0,5 cm i skrawek brzoskwini jeszcze cieńszy niż pizza :)

    Ale za to talerzyki, które nam podali były podgrzewane.


    Znowu wracaliśmy w nocy przez las i znowu cos słyszeliśmy w tym samy miejscu co przedtem. Dziś jest pełnia, więc wychodzi ze to wilkołaki.


    W nocy coś buszowało nam po namiocie, ale bałam się wyjrzeć.


    No tak ostatniego dnia braciszek musiał wywinąć jakiś numer. Pobił się z jakimś chłopakiem w drodze do miasta i wrócił z poobdzieranymi knykciami.


    Wracamy.

    Podobno Blondyna (kot) strasznie miałka i od dwóch dni nic nie je. Dobrze, że mieszkamy w domu, w bloku sąsiedzi pewnie by ją dobili.


    Jesteśmy w domu Blondyna krzyczy jeszcze jakieś czterdzieści minut i wyczerpana zasypia na mojej poduszce- nie mam serca jej zwalać.

     

    Mojego rozmiaru nie było, ale tatuś kupił:

     

Komentarze (2)
Najnowsze wpisy
2010-11-24 23:20 Pamiętacie?
2010-06-17 18:40 Słowo
2010-06-11 13:17 I znowu ja.
2010-04-27 12:18 ...
2010-04-10 18:02 Zbigniew Herbert
O mnie
Luiza21

Gruba miłośniczka hororów i filmów kostiumowych. Ceniąca szczerość i uczciwoć. Interesująca się magią i TAROTEM. Każdy anioł kiedyś spadnie, dobrze że nim nie jestem LT

Mój profil w iWoman.pl