iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Wypadek brzydala na skuterze
Mój brat wczoraj miał wypadek. Jechał skuterem i zderzył się z samochodem. Rzecz miała miejsce na skrzyżowaniu. Jechał jakieś 30km/h, więc wcale nie tak szybko. Samochód miał pierwszeństwo, więc brat zaczął hamować, ale cos się zacięło, gaz nie chciał puścić, więc hamowanie na niewiele się zdało. Na dodatek na jezdni rozsypany był piach i kamienie co spowodował poślizg.
  • Brat stuknął samochód w koło, wyleciał ze skutera, walnął w przednią szybę, przekoziołkował przez samochód i walnął głową w krawężnik. Skuter dodatkowo wbił się w bok auta i wpadł pod nie. Samochód ciągnął skuter jeszcze jakiś czas.

    Skuter nie ucierpiał tak bardzo. Samochód podobno wyglądał okropnie.

    Brata wzięli do szpitala, obejrzeli i wypuścili!

    Wypuścili 16-latka w szoku i kazali  mu iść do domu!

    Nie zaczekali na rodziców - nic.

    Jak można, obolałe dziecko w szoku puścić samo do domu.

    Żadnego prześwietlenia - nic.

    Dobrze, że pod szpital zajechali jego koledzy (podobno dzwonił do jednego, ale nie pamięta - pamięta tylko, że dzwonił do mamy) i zabrali go.

    On nie miał pojęcia co się dzieje i gdzie ma iść, a szpital jest przy głównej drodze!

    Koledzy zawieźli go na miejsce wypadku (musieli go nieźle przekonywać, żeby wsiadł na jeden z ich skuterów jako pasażer) i zaczęli zbierać skorupy po skuterze.

    Tata był już na miejscu, natomiast mama poszła do szpitala, żeby dowiedzieć się, że brata już wypuścili.

    olicja w tym samym czasie sprawdzała trzeźwość braciszka.

    Dopiero w domu, zaczął powoli przypominać sobie co i jak, ale i tak nie pamięta zbyt dużo.

    Teraz leży cały obolały i stęka.

    Rodzice byli szczęśliwi, ze nie kupili mu jakiegoś chińskiego badziewia, tylko dobry skuter, bo mogłoby się wszystko potoczyć inaczej.


    Ja jednak nie mogę zrozumieć jednego.

    Jak szpital mógł go puścić samego do domu?

    Przecież mógł mieć wstrząs mózgu, w końcu dwa razy przywalił głową.

     

Komentarze (4)
Owadzie potwory!!!!!!
Z głośników leci: niewiele mam blue cafe
  •  
  • Tak potwory, bo inaczej nie można nazwać setek małych owadów atakujących wszystkich od kilku lat nad morzem.

    Na początku były mrówki, które krążyły po całym namiocie wchodząc do pasztetów i zjadając pomidory.

    Następnie były komary, które niczym wampiry czając się cały dzień w sypialniach namiotów, w nocy atakowały i opróżniały człowieka jednym pociągnięciem.

    Kolejne były osy (ewentualnie pszczoły - sorry ale nie rozpoznaje ich po bzyczeniu), które siadały na człowieka w trakcie ruchu i w najmniej oczekiwanym momencie…. Cap, cap, capyle="">  i łydka (w moim przypadku) do wymiany.

    W tym roku podobno biedronki (mi się na szczęcie udało wypocząć nad morzem bez ich towarzystwa) siadają na człowiekach wszędzie. Dosłownie wszędzie nawet na twarzach i gryzą, gryzą, gryzą, aż nadgryzą.

     

Komentarze (1)
Zapach mamy.

Z głośników leci - biały miś :)

 

Nie zapach bzu, który przecież tak uwielbiam.

  • Nie zapach moich ulubionych i tak drogich perfum, że używam ich bardzo rzadko.

    Nie zapach rosy o poranku, który budzi mnie do życia po całonocnym ognisku.

    Nie zapach potraw, które uwielbiam.

    Nie zapach moich ulubionych kadzidełek.

    Nie zapach nowych książek.

    Nie zapach zbutwiałych liści jesienią.

    Nie zapach jabłek, które rosną w sadzie babci.

    Nie zapach morza, nad które co roku tak chętnie powracam.

    Nie zapach tych kilku minut po ulewie.

    Ale zapach mojej mamy, jest tym najpiękniejszym, który będę pamiętała do końca mojego życia.

    Zapach, którym przypominam ją sobie kiedy jest daleko wtulając się w jej poduszkę.

    Zapach towarzyszący mi od narodzin, do końca moich dni…

     

Komentarze (2)
Gdzie ci mężczyźni?

Gdzie czy mężczyźni, prawdziwy tacy…?

  • No właśnie gdzie ci mężczyźni, rzucający swe odzienie gdy na drodze damy znajduje się kałuża, ewentualnie z braku odzienia rzucający się gołym, umięśnionym torsem, żebym mogła przejść po nich w moich niebotycznie wysokich szpilkach?

    Gdzie ci mężczyźni gotowi oddać własne życie za honor dam?

    Gdzie ci mężczyźni umiejący zrobić w domu wszystko?

    Gdzie ci mężczyźni co zabijają pająki?

    Gdzie ci mężczyźni cali w smarze?

    Gdzie ci mężczyźni szarmanccy tacy?

    No gdzie?

    No nie wiem?

    Wyginęli?

    Zaszyli się w ciemnych lasach?

    Chyba tak.

    Bo wokoło widzę tylko nażelowanych i solaryzowanych, pakierków, wożących się i suszących pachy.

    No ale, gdzie te kobiety, prawdziwe takie…?

     

Komentarze (9)
Skrót
Pierwszej nocy było strasznie zimno, a brat zabierał mi mój śpiwór, jakby mu jego nie starczało.

  • Wracaliśmy w nocy przez las z bratem bez latarki, za nami coś warczało, a przechodząc obok cmentarza na drogę wyskoczył nam wielki biały pies, popatrzył się na nas i zniknął…


    Rano wyjechaliśmy do Gdańska na rynek Św. Dominika, niestety poza antykami wszędzie była chińska tandeta. Znalazłam jedno stoisko, gdzie facecik sam robił orientalne rzeczy i kupiłam notes z czerpanego papieru.


    Tata zmusza nas do jedzenia ryb, niezbyt miałam na nie ochotę, ale powiedział że od tego jest się piękniejszym. Od dziś jem rybki.


    Wracałam z zakupowego szaleństwa, co w moim przypadku oznacza kupowanie książek w białych namiotach. Książki są tam tańsze nawet o 70%, co dla mnie książkowej zakupoholiczki stanowi nieodpartą pokusę kupowania.

    Ale do rzeczy.

    Wracam przez las, a z naprzeciwka idzie chłopak i wraz z nim dwie dziewczyny. Widać że nie znają się za dobrze bo niby idą w jednym rzędzie, ale pomiędzy nim a dziewczynami jest duża odległość. Przechodzę i słyszę:- No, że się tak wyrażę, a który rok produkcji jesteście?

    Miny tych dziewczyn bezcenne.


    Piasek na plaży jest okropny, nienawidzę tego ścierwa.

    Jednak idąc po plaży jestem zmuszona zdejmować japonki bo i tak zostają w piasku.

    Co ja wtedy przechodzę…

    Chrzęści, obciera, wchodzi między palce, aż mi się zęby ruszają brrrr…


    Na plaży nadepnęłam na niedogaszonego peta - boli jak diabli, ale co mnie nie zabije to wzmocni.

    Skoro jest zakaz wprowadzania psów na plaże, to powinien być także zakaz palenia(a może jest????) Zresztą i tak by to nic nie dało, ja na przykład na plaże wchodzę z psem.yle="">  I tylko dziś jakiś babsko powiedziało, że nie można wprowadzać psów.


    Goła cipa na wejściu.

    To właśnie zobaczyłam wchodząc do toalety.

    W toaletach naprzeciwko drzwi jest miejsce do mycia stóp.

    Dziś jakaś rozebrana czterdziestka myła w nim swoją cipę, a drzwi były otwarte i każdy kto przechodził mógł podziwiać jej walory.

    Może żal jej było tych 2zł na prysznic, nie wiem nie wnikałam, poszłam do drugiej toalety.


    Dziś byliśmy na pizzy, wybraliśmy lokal, który reklamował się że ma największą pizzę w mieście. Poszliśmy zamówiliśmy 42cm pizze, dwa piwa i dwa soki porzeczkowe, zapłaciliśmy 54zł i usiedliśmy przy stoliku. Pizza miała być pół na pół Margherita i Hawajska.

    Przynieśli nam pizze grubości papieru toaletowego. Połowa hawajska miała po jednej cząstce ananasa wielkości 2x0,5 cm i skrawek brzoskwini jeszcze cieńszy niż pizza :)

    Ale za to talerzyki, które nam podali były podgrzewane.


    Znowu wracaliśmy w nocy przez las i znowu cos słyszeliśmy w tym samy miejscu co przedtem. Dziś jest pełnia, więc wychodzi ze to wilkołaki.


    W nocy coś buszowało nam po namiocie, ale bałam się wyjrzeć.


    No tak ostatniego dnia braciszek musiał wywinąć jakiś numer. Pobił się z jakimś chłopakiem w drodze do miasta i wrócił z poobdzieranymi knykciami.


    Wracamy.

    Podobno Blondyna (kot) strasznie miałka i od dwóch dni nic nie je. Dobrze, że mieszkamy w domu, w bloku sąsiedzi pewnie by ją dobili.


    Jesteśmy w domu Blondyna krzyczy jeszcze jakieś czterdzieści minut i wyczerpana zasypia na mojej poduszce- nie mam serca jej zwalać.

     

    Mojego rozmiaru nie było, ale tatuś kupił:

     

Komentarze (2)
Wakacje!!!!!!

Jutro rano wyruszam nad morze po namioty, więc chciałam się pożegnać wracam za tydzień.

3majcie się!

Komentarze (3)
Autobusowa mania

  • Z głośników leci: Piotr Rubik - Nie wstydź się mówić, że kochasz

    Mówcie co chcecie, ale ja lubię słuchać Rubika uwielbiam także teledyski do jego piosnek.


    Lubię.

    Uwielbiam.

    Kocham!!!!!


    Jazdę autobusem.

    Mam na tym punkcie małą obsesję.

    Dlatego zazwyczaj wybieram autobus, a nie auto i to jeszcze wybieram taki który najdłużej jedzie.

    Zaczęło się niewinnie, od wycieczek autobusowych w podstawówce, teraz jest to mania, z którą wcale nie walczę.

    Czasami nawet wsiadam do autobusu, siadam pod koniec i po prostu jadę, jadę, jadę, jadę…..

    Nie mam pojęcia, co mnie w nich tak pociąga(bo chyba mopce tak powiedzieć), ale ja je:

    Lubię.

    Uwielbiam.

    Kocham!!!!

    Więc jeżeli znacie jakiegoś młodego i wolnego kierowcę autobusu to dajcie znać.
  • Będzie mnie zabierał na romantyczne randki autobusem.
  •  

  •  

     

Komentarze (3)
ECH CI WŁOSI...

Rodzice od wczoraj w Mrągowie - idę zaraz włączę TV to może ich zobaczę.

Brata zostawili u znajomych bo stwierdzili, że albo podpalimy dom, albo pozabijamy się nawzajem. I takim oto sposobem urzęduje w domu i w sklepie z biżu sama przez trzy dni.

I właśnie dziś w sklepie miałam taki zapiep.., że szkoda gadać jak przyszłam o 10.30 tak dopiero około 15 usiadłam. Trafiła się akurat wycieczka z Włoch, później kolonie i indywidualni.

Pokazywania było co nie miara.

Później z tej grupy przyszedł jeszcze jeden Włoch.

I pokazuje mi na migi co chce, ja na migi że nie mam pojęcia o co mu chodzi - jak ja wtedy żałowałam, że z lenistwa po pół roku przerwałam naukę włoskiego.

I wtedy on tak się uśmiechnął, pokazując białe ząbki że o mało tam się nie posikałam :)

To prawda co mówią o Włochach.

Za ten uśmiech mogłabym zabić.

Ech zobaczyć go jeszcze raz.

Z głośników leci: Ani Mru Mru - Go Go

Komentarze (3)
Zakupoholizm

Czyli kupowanie, kupowanie, kupowanie i jeszcze raz kupowanie.

Uzależnień jest wiele, można się uzależnić od wszystkiego.

Nie wszystkie są tak samo niebezpieczne.

Jednak zakupoholizm może zrujnować, nie tylko kieszeń, ale i życie.

Kupujesz coraz więcej i jesteś coraz szczęśliwsza.

Zakupy dodają ci energii i chęci do życia.

Potrzebujesz coraz więcej.

Powoli zaczyna brakować ci miejsca na nowe rzeczy.

Na półce stoją kremy różniące się tylko zapachem, ubrania wyłażą nocą z szafy i próbują cię przekonać, że potrzebujesz ich więcej, więcej, więcej…

Śnisz o zakupach, w każdej wolnej chwili planujesz co kupisz jak już zdobędziesz kasę, którą zapewne pożyczysz - o ile jeszcze ktoś zechce ci pożyczyć.

Masz masę długów, których nie możesz spłacić, więc zaciągasz dług u podejrzanych typków.

Nie oddajesz im kasy.

Grożą ci.

Odcinają jeden palec, żeby zmusić cię do zapłaty.

Nie oddajesz kasy.

Pies szczeka.

Przybiega właściciel.

Z ziemi wystaje twoja ręka.

Nie żyjesz.

Twoi bliscy przejmują twój dług.


  • Może trochę się zagalopowałam, ale taki scenariusz też jest możliwy.

    Kasa nigdy się mnie nie trzymała, ale ostatnio wydawanie jej przekroczyło wszystkie granice.

    W portfelu nie noszę więcej niż 20 zł.

    A żeby zebrać kasę na warkoczyki i gitarę kupiłam skarbonkę bez dziurki do wyjmowania kasy  i jak na razie wszystko idzie dobrze, no prawie.

    Bo jak tylko na moje konto wpłynie kasa, to zaraz ją wydaje - te konta, które można obsługiwać przez neta są strasznie zgubne.

    Nie mówię, że jestem zakupoholiczką ale mam zadadki na nią, wszak na półkach mam masę niepotrzebnych rzeczy.


     

Komentarze (4)
Wakacje pod namiotem - to jest to!

Z głośników leci: Vino - When i lose you

Wakacje pod namiotem to dla jednych wielkie nieporozumienie, a dla innych coś wspaniałego. Ja należę do tych innych.

  • Cały rok czekam na rodzinny wypad pod namioty, który jest nasza tradycją od kilkunastu lat i wcale nie wstydzę się tego, że ciągle jeżdżę co roku z rodzinką nad morze.

    Uwielbiam nocować pod namiotami!

    Teraz zresztą wygody są podobne do tych z kwater, czy domków. Mamy “nasz” camping gdzie dla amatorów namiotów są wygodnie i nowocześnie urządzone toalety i prysznice, można się także podłączyć do prądu, jest stoisko do gotowania, do ryb ( ach te pyszne flądry z rana, które tata kupuje prosto od rybaków.

    Nic jednak nie smakuje rano jak bułka z pasztetem, jedzona na kocyku - mniam - mimo iż nie lubię pasztetu, to nad morzem smakuje jak najlepsze jedzenie pod słońcem.

    Uwielbiam noce pod namiotem, kiedyś musieliśmy w nocy wstawać i dopompowywać powietrze do materaców - teraz materace są zdecydowanie lepsze, kiedyś mieliśmy mały namiocik, w którym dorosła osoba na klęczkach się mieściła. Teraz mamy taką ogromną krowę, że możemy w niej spokojnie ustać (nawet ja z moimi 180 cm).

    Nie jeździmy  jednak pod namioty dlatego, że jest w nich tak wygodnie jak nigdzie indziej, jeździmy pod nie bo całą rodzinką uwielbiamy kontakt z naturą.

    Posiedzieć w czterech ścianach przed TV możemy w domu.

    Jeszcze nikt z mojej rodzinki, nigdy nie wspomniał o tym by wynająć kwaterę czy pokój w hotelu.

    Dla nas wakacje bez namiotu nie istnieją.

    Czas spędzamy razem, bo to w końcu nasza tradycja rodzinna.

    Razem na plażę, później obiad, relax i wypad do miasta, które znamy jak własną kieszeń.

    Co roku chodzimy tymi samymi ścieszkami, co jakiś czas poznając nowe, czasem wsiadamy w samochód i jedziemy zwiedzać inne miasta.

    Nie wyobrażam sobie wakacji bez rodzinnego wypadu nad morze.

    Szum fal, który słychać w nocy i zapach morza z rana są niezastąpione, za wszystko inne…

    A to lew z ZOO w Płocku - wypad z kolonistami 2008

    Z głośników leci: Blue Cafe - My road

     

Komentarze (2)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze wpisy
2010-11-24 23:20 Pamiętacie?
2010-06-17 18:40 Słowo
2010-06-11 13:17 I znowu ja.
2010-04-27 12:18 ...
2010-04-10 18:02 Zbigniew Herbert
O mnie
Luiza21

Gruba miłośniczka hororów i filmów kostiumowych. Ceniąca szczerość i uczciwoć. Interesująca się magią i TAROTEM. Każdy anioł kiedyś spadnie, dobrze że nim nie jestem LT

Mój profil w iWoman.pl